sobota, 11 grudnia 2010

Market w Loulé

W podróżach najbardziej lubię poznawanie kraju, miejsca „od wewnątrz”. Jakoś omijam atrakcje przygotowane „pod turystów” i wszelkie dogodności. Podpatrywanie życia codziennego, smakowanie potraw, a także markety - to moje ulubione atrakcje ;)

O markecie w Loule przeczytałam u Ewy  :
„(…)Nasłuchałam się wcześniej, że w soboty jest tam jeden z najciekawszych targów w Algarve – targ cygański. I że koniecznie trzeba to zobaczyć(… )
(…)Z samochodów i prowizorycznych budek sprzedaje się tu ciuchy, niby-skórzane torebki, koronkową bieliznę, bibeloty, tanie zegarki, buty, obrusy itp., itd.(…)”

Dla mnie super!

Od początku miasta ciągnęła się wielka kolejka samochodów. Zapowiadało się rzeczywiście ciekawe wydarzenie ;) Z ledwością znaleźliśmy podziemny parking (na mieście nie było szans) i ruszyliśmy.. wyszliśmy na jakiś plac, dużo sklepów i samochodów świadczyło o tym, że albo jesteśmy w centrum, albo w pobliżu marketu. Pytanie dokąd teraz? Mam dziwną zasadę, że w takich momentach trzeba podążać za większością ;) I tak ruszyliśmy za kilkuosobową rodziną ;) Kiedy weszli do sklepu trzeba było poszukać innego obiektu do śledzenia ;)rozejrzeliśmy się i naprzeciwko ulicy ujrzeliśmy spory tłum. Udaliśmy się w tamtym kierunku ;)
Dotarliśmy! ;)

Szybkimi krokami przemierzyłam większą część bazaru. Ale nigdzie nie było żadnych pierdołek, które chciałam kupić na małe pamiątki. Wszędzie wyroby mięsne, stragany z owocami, warzywami.. Okazało się, że „większość” zaprowadziła nas na inny market, o którym również pisała Ewa ;)
Wokół tej fontanny krążyliśmy i szukaliśmy marketu.. był tuż tuż ;)












Wyświetl większą mapę

7 komentarzy:

  1. Ciekawa jestem czy byłaś w którymkolwiek z miejsc w których ja byłam :P Póki co w 100% się rozmijamy ;) Ah te truskawy na ostatnim foto!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ajka - to ostatnie miejsce, które zwiedziłam w Portugalii więc już pewne, że rozminęłyśmy się w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha pięknie, zasada świetna pod warunkiem, że w mieście jest tylko jeden bazar :D

    A w tej hali targowej pyszne słodkości można było kupić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite, że nawet jedno miasteczko nam się nie pokryło, NIC :)

    Wrzuciłam u siebie odpowiedź na Twoje pytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewa - oj pyszności były :D mam nawet parę ich fotek, ale to zostawiłam na następnego posta :)
    Ajka - może to dlatego, że nasze zwiedzanie ograniczyliśmy do kilkunastu km od miasteczka w którym się zatrzymaliśmy. Musieliśmy pójść na kompromis plaża - zwiedzanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. super miejsce-ja najbardziej lubię targi spożywcze, pseudo skórzane tprebki mogliby sobie w takich miejscach darować:) ciekawie te kiełbasy wyglądają:)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetne zdjęcia - pełne ludzi. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

dziękuję :)